Już od jakiegoś czasu przymierzałem się do wykonania jarzębiaka, zainspirował mnie do tego serial "Rodzina zastępcza", gdzie Jan Ksawery Potulicki dziadek Kuby prawie przy każdej okazji wyciągał jarzębiaczka, twierdząc że jest najlepszy na wzmocnienie.
Zawsze ubiegały mnie ptaszki głodomory, które wszystko zjadały, poza tym w moich okolicach ciężko znaleźć krzaczek który nie byłby wystawiony na działanie ruchu ulicznego.
W tym roku po raz pierwszy udało mi się zebrać trochę jarzębiny, wziąłem się do tego po prostu wcześniej, pewnie z tego względu, że wszystko w tym sezonie było przynajmniej miesiąc wcześniej.
Na jednej ze stron z nalewkami znalazłem przepis, bo nie jest on mój autorski.
Niewiele różni się jednak od przepisu ze starej książki kucharskiej
Na podstawowy przepis potrzebujemy
Owoce
jarzębiny jak i inne owoce staramy się zbierać z dala od
ruchliwych dróg. Jeżeli zbierzemy jarzębinę przed przymrozkami
możemy przez noc wymrozić w zamrażarce.
Surowe
owoce są niejadalne, nie tylko z powodu gorzkiego smaku, ale również
zawartości trującego składnika (kwas parasorbinowy).
Natomiast po przemrożeniu, lub po zanurzeniu na chwilę we wrzątku (tzw. blanszowanie) tracą trujące właściwości i gorzki smak. Owoce są używane w postaci przetworów, cenione są w kuchni i przetwórstwie.
Smacznego :)
Zawsze ubiegały mnie ptaszki głodomory, które wszystko zjadały, poza tym w moich okolicach ciężko znaleźć krzaczek który nie byłby wystawiony na działanie ruchu ulicznego.
W tym roku po raz pierwszy udało mi się zebrać trochę jarzębiny, wziąłem się do tego po prostu wcześniej, pewnie z tego względu, że wszystko w tym sezonie było przynajmniej miesiąc wcześniej.
Na jednej ze stron z nalewkami znalazłem przepis, bo nie jest on mój autorski.
Niewiele różni się jednak od przepisu ze starej książki kucharskiej
Na podstawowy przepis potrzebujemy
- 1 kg owoców jarzębiny
- 1 l spirytusu/wódki
- 25-40 dkg cukier
- 2-3 szklanki wody
Natomiast po przemrożeniu, lub po zanurzeniu na chwilę we wrzątku (tzw. blanszowanie) tracą trujące właściwości i gorzki smak. Owoce są używane w postaci przetworów, cenione są w kuchni i przetwórstwie.
Tak więc zebrane owoce
jarzębiny wrzuciłem na 24 godziny do zamrażarki. Następnego dnia oberwałem z gron, przebrałem i wsypałem do rondla z wrzącą wodą. Po kilku minutach odsączamy na sicie.
Następny
krok - wsypujemy owoce do słoja i zalewamy spirytusem. W starych przepisach też jest że nalewki robimy zalewając do pełna "najlepszym spirytusem", jednak nalewki, zarówno owocowe jak i ziołowe powinno się sporządzać na alkoholu maksymalnie 70%. Można znaleźć gotowe tabele jak rozcieńczyć spirytus wodą lub wódką. Ja zalałem owoce 500 ml spirytus 96% i 500 ml wódka 40% co w rezultacie daje właśnie stężenie alkoholu w okolicach 70%.
Alkohol musi przykryć owoce. Słój zamykamy i w temperaturze pokojowej zostawiamy go na 4-6 tygodni. Podobno dobrze jest owinąć słój ciemnym papierem - nie stosowałem.
Alkohol musi przykryć owoce. Słój zamykamy i w temperaturze pokojowej zostawiamy go na 4-6 tygodni. Podobno dobrze jest owinąć słój ciemnym papierem - nie stosowałem.
Po
tym czasie zlewamy nalewkę do oddzielnego słoja i szczelnie zamykamy.
Z
wody (2-3 szklanki) i cukru (25-40 dkg, im więcej cukru, tym nalewka
będzie łagodniejsza) gotujemy syrop i gorącym zalewamy
pozostawione w słoju owoce. Słój zamykamy na kolejne 2 tygodnie.
Znowu
zlewamy nalewkę i wlewamy go do wcześniejszej, napełniamy butelki, zakręcamy.
Odstawiamy
butelki w ciemne miejsce. Jarzębiak będzie nadawał się do
spożycia po 2-3 miesiącach, im dłużej będzie stał, tym jego
smak będzie bardziej wyrafinowany.
Smacznego :)



Komentarze
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarz